Po co mężczyzna na porodówce?!


2016-11-08
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu kobiety rodziły w domu w asyście akuszerki, później trafiły do szpitala, a z czasem wraz z nimi na sali porodowej pojawili się mężczyźni. Jaka jest rola partnera w porodzie? To fanaberia, czy może bardziej potrzeba naszych czasów?

KIEDYŚ

W czasach powojennych kobiety coraz częściej zaczęły rodzić w szpitalach. W latach 60-tych większość dzieci przychodziła na świat właśnie tam. Powszechnym miejscem narodzin przestał być dom rodzinny lub kameralne izby porodowe, które z czasem zostały zlikwidowane. W latach 70-tych zdecydowana większość porodów odbywała się na szpitalnych porodówkach. Podobnie było w kolejnych dekadach XX wieku. Tak samo jest również dzisiaj.

Do lat 90-tych kobiety, przekraczając próg szpitala, rozdzielały się z rodziną, najczęściej na kilka dni. Przez proces porodu przechodziły bez bliskich osób, wyłącznie ze wsparciem personelu medycznego. Pierwsze dni po narodzinach dziecka spędzały również same. Rzadko kiedy dozwolone były odwiedziny nawet przez męża lub partnera. Ojcowie często pierwszy raz widzieli swoje dziecko owinięte w kocyki przez okno z odległości kilkunastu metrów. Dla większości był to jedyny kontakt z żoną lub partnerką i noworodkiem. Najczęściej pierwsze wspólne chwile następowały dopiero w momencie powrotu kobiety z dzieckiem do domu.

Szkoły rodzenia, dostęp do wiedzy o porodzie – np. książek, były wtedy rzadkością. – Traktowano tę sferę jako zarezerwowaną wyłącznie kobiet. W efekcie ojcowie – odsunięci od bliskiego kontaktu z kobietami, mieli często bardzo nikłą wiedzę i świadomość tego, czego doświadczały kobiety. Nie zdawali sobie sprawy ani z potrzeb, trudów, wysiłku i samopoczucia matki swoich dzieci. Przez to rzadziej okazywali się pomocni – tłumaczy doula Marianna Szymarek. Kobiety zaś niezwykle często rodziły w poczuciu osamotnienia, bez bliskich wokół siebie, w gmachach szpitalnych, których wcześniej nie poznały. Potęgowało to ich zagubienie i trudne wspomnienia okołoporodowe.

OJCIEC WCHODZI NA PORODÓWKĘ! Czyli lata 90-te XX wieku

Ostatnia dekada XX wieku to czas przemian w Polsce, także w opiece okołoporodowej. Kobiety zaczęły walczyć o swoje prawa – w tym o poród ze wsparciem bliskiej osoby, swój nieprzerwany kontakt z dzieckiem, a także dziecka z ojcem. O to, by rodzina nie była rozdzielana na cały okres pobytu w szpitalu. Ruszyła społeczna akcja „Rodzić po ludzku”, która bardzo wspomogła przemiany. Powstała fundacja o tej samej nazwie, która do dziś reprezentuje i walczy o respektowanie praw w opiece okołoporodowej. Z czasem powstawały również inne organizacje, szkoły rodzenia, zajmujące się edukacją okołoporodową par (nie tylko matek!). Mężczyźni coraz częściej zaczęli towarzyszyć żonom i partnerkom w czasie porodu, a potem angażować się w opiekę nad dzieckiem. – Poród to dla większości kobiet doświadczenie, które jest opisywane jako wyjątkowe, często pamiętane przez całe życie. Poczucie satysfakcji z jego przebiegu zależne jest od wielu czynników. Wśród nich wymienia się czynniki fizjologiczne i medyczne oraz psychologiczne i społeczne. Nie bez znaczenia są subiektywne oczekiwania kobiet wobec przebiegu porodu, poczucie kontroli i wpływu na decyzje związane z jego procesem. Wśród czynników wymienia się także jakość wsparcia i jakość relacji pomiędzy rodzącą a osobą wspierającą w porodzie – przyznaje psycholożka Marta Plucińska, zajmująca się wsparciem kobiet w okresie okołoporodowym.

UFFF, WSPARCIE NAPRAWDĘ POMAGA!

Dziś hasło „poród rodzinny” nikogo już nie dziwi. Wiele kobiet rodzi z osobą towarzyszącą. Najczęściej jest to mąż lub partner. Bywa, że na sali porodowej pojawia się również mama, siostra, przyjaciółka lub profesjonalne wsparcie w osobie douli. Kobieta może skorzystać z prawa dodatkowego wsparcia ze strony zaufanej osoby. Ma również prawo wyboru, kto wcieli się w tę rolę. – Osoba towarzysząca w porodzie poprzez swoje emocjonalne wsparcie pomaga kobiecie rodzącej uwolnić się od napięć i negatywnych myśli, m.in. dzięki stałemu uspokajaniu, zrozumieniu, akceptacji czy zwyczajnemu okazaniu troski. Innym sposobem towarzyszenia jest wsparcie informacyjne, które pomoże kobiecie w lepszym zrozumieniu tego, co się wokół niej dzieje, dając jej poczucie tak potrzebnego spokoju – dodaje Plucińska.

Wsparcie bliskiej, znanej osoby w czasie porodu daje kobiecie bardzo wiele plusów:

- Zwiększa komfort psychiczny i poczucie bezpieczeństwa

Taka osoba pomaga zazwyczaj nieustannie przez cały czas rodzenia. Nie wychodzi, nie musi wypełniać dokumentów. Jest przy kobiecie i służy jej wszelką dostępną pomocą. Taka postawa bardzo podnosi komfort samopoczucia kobiet, ich poczucie bezpieczeństwa i zrozumienia. Kiedy obok jest zaufana, pomocna osoba, kobieta łatwiej akceptuje sytuację i otwiera się zarówno na trud, wysiłek, jak i radość rodzenia. W wymagających momentach, kiedy ma przy boku kogoś, kto w nią wierzy i akceptuje jej decyzje, lepiej radzi sobie z lękami i nowymi, mocnymi doznaniami fizycznymi. Rodzącej łatwiej wtedy uwierzyć w samą siebie i poczuć, że ma w sobie siłę, by wydać dziecko na świat.

- Wspiera fizycznie

Osoba towarzysząca w czasie porodu zazwyczaj wykonuje wiele czynności, z pozoru większość z nich może wydać się banalna, jak np. podawanie wody, okrywanie kocem czy przytrzymywanie. Pamiętajmy jednak, że w czasie rodzenia są one bardzo istotne dla kobiety. Fizyczna pomoc to także asysta przy zmianie pozycji, kąpieli, przebieraniu oraz masaż, podawanie najróżniejszych rzeczy.

- Pomaga w radzeniu sobie z bólem i aktywnym rodzeniu

Dzięki aktywnemu udziałowi drugiej osoby, kobiecie rodzącej często o wiele łatwiej jest się poruszać, zmieniać pozycje, korzystać z piłki, wanny czy prysznica. Taka osoba może też masować, pomagać w utrzymaniu spokojnego oddechu, rozluźnianiu się, zachowaniu spokoju i skupienia, a nawet robić okłady, itd.

Obecność na sali porodowej wspierającej osoby towarzyszącej niesie też wiele zalet dla innych – nie tylko dla rodzącej. Kiedy ta czuje się komfortowo, położnej pracuje się lepiej, a poród przebiega z mniejszym ryzykiem powikłań (badania dr Marshalla Klausa i dr Johna Kennela). Wsparciem fizycznym, masowaniem, głaskaniem, ale także wycieraniem czoła mokrą chusteczką osoba towarzysząca może zaspokoić w rodzącej potrzebę objęcia opieką. Zapewnienie rodzącej takiego wsparcia wpływa na wzrost jej poczucia bezpieczeństwa i pozwala na niezakłócone wydzielanie się hormonów porodowych, które są niezbędnym warunkiem przebiegu porodu zgodnego z jego naturą – tłumaczy położna Magdalena Hul.

KIEDY LEPIEJ, ŻEBY MĘŻA NIE BYŁO NA PORODÓWCE?

Wsparcie osoby towarzyszącej ma dla większości kobiet ogromny sens i wiele zalet. Bywa jednak, że bliska osoba bardziej przeszkadza niż pomaga. Jej zachowanie może mieć negatywny wpływ na przebieg porodu i wspomnienia rodzącej. Dzieje się tak przede wszystkim kiedy osoba towarzysząca:

- Nie ma podstawowej wiedzy na temat porodu.

W efekcie nie rozumie co się dzieje na kolejnych etapach i dlaczego rodząca zachowuje się w określony sposób. Najczęściej zdarza się tak, kiedy osoba zaproszona do towarzyszenia w porodzie nie przygotowuje się do tego wydarzenia.

- Nie rozumie potrzeb rodzącej kobiety i trudno jej się z nią komunikować w sytuacjach kryzysowych.

W takiej sytuacji zazwyczaj nie udziela rodzącej wystarczającego wsparcia. Zanim więc podejmiemy decyzję, warto się przez chwilę zastanowić, czy wskazana osoba to ktoś z kim łatwo nam się porozumieć i kto respektuje nasze potrzeby.

- Nie zgadza się z decyzjami i wizją porodu rodzącej.

W takim przypadku osoba towarzysząca bardziej przeszkadza niż pomaga. Zdarza się, że chce realizować własną wizję narodzin dziecka. Najczęściej wywołuje to u rodzącej zagubienie, a nawet poczucie osamotnienia.

- Jest przepełniona lękiem i bardzo boi się procesu porodu.

Bardzo trudno w takiej sytuacji zapanować nad pełnym wachlarzem trudnych emocji i nerwowymi reakcjami. Łatwo z kolei przenosić je na rodzącą i wprowadzać ogólną atmosferę stresu. To z kolei może bardzo utrudniać rodzącej rozluźnienie, skupienie się na skurczach i zachowanie spokoju.

- Nie chce lub nie czuje się na siłach być przy porodzie.

Jeśli ktoś nie jest gotowy uczestniczyć w procesie narodzin, boi się lub uważa, że nie podoła i przyznaje się do tego – warto to uszanować. Powody mogą być różne. Faktem pozostaje, że przyznanie się jest przejawem samoświadomości i zrozumienia, że kobieta potrzebuje w porodzie prawdziwego emocjonalnego i fizycznego wsparcia, nie zaś tylko czyjejś obecności. Dobrze jeśli bliscy, szczególnie mąż lub partner towarzyszą w porodzie, ponieważ chcą pomóc i z entuzjazmem przygotowują się do tego. Jeśli zaś poddają się presji społecznej i robią to, ponieważ „inni też byli”, mało prawdopodobne, że rzeczywiście pomogą. – Osobiście miałem obawy aby coś się żonie w czasie porodu nie stało, a były takie przesłanki. Obecność douli sprawiła, że w czasie porodu nie musiałem się tak po męsku silić na kontrolowanie sytuacji, latać po położną, lekarza, czy skupiać się na tym co to ja w zasadzie powinienem teraz radzić żonie. Po prostu mogłem tam z nią być, wspierać ją całym sobą. Doula robiła resztę – przyznaje otwarcie Maksymilian Kostrzewa.

WYBÓR KOBIETY

Przygotowanie do porodu to czas kiedy kobieta podejmuje wiele, często trudnych, decyzji odnośnie swojego ciała i zdrowia oraz życia rodziny. Poród zostawi trwałe ślady w jej pamięci, wspomnieniach, opowieściach, a także w ciele. To jak kobiety przeżywają poród wpływa na późniejsze macierzyństwo. Mają prawo zadbać o jakość porodu i związane z nim dobre doświadczenia. Jednym z tych elementów jest decyzja o porodzie z osobą towarzyszącą. Mąż, partner, przyjaciółka, siostra, matka lub doula każda z tych osób może być w czasie porodu pomocna i jest w stanie dostarczać różne formy wsparcia. Jednak o tym, kogo potrzebuje kobieta w tym trudnym dla niej momencie, może zdecydować tylko ona sama. Chodzi przecież o to, aby uzyskać uzyskanie najbardziej pożądane przez nią wsparcia.


Redakcja Archnews informuje, że artykuły, fotografie i komentarze publikowane są przez użytkowników "Serwisów skupionych w Grupie Kafito". Publikowane materiały i wypowiedzi są ich własnością i ich prywatnymi opiniami. Redakcja Archnews nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Nadesłał:

ProjektKomunikacja

Wasze komentarze (0):


Twój podpis:
System komentarzy dostarcza serwis eGadki.pl